27 sty
Uwaga: dziecko a kuchnia!
Wasz maluch rośnie jak na drożdżach, nic więc dziwnego, że przestaje mu wystarczać przestrzeń wydzielona na zabawę i aktywne działanie smyka. Kojec jest już za ciasny, a pokój dzienny dokładnie przemierzony, obejrzany, znany i oswojony. Pora na kolejne pomieszczenia! Nim brzdąc wkroczy do kuchni, przygotujmy jej wnętrze na atak tycich (acz ruchliwych) rączek, gibkich nóżek, i żądnej nowych smaków buzi naszej pociechy.
Stop! Do tej buźki mogą trafić niebezpieczne substancje albo resztki pokarmowe, znalezione na podłodze albo w… koszu na śmieci. To, co bowiem niedostępne i dziwnie pachnące, stanowi dla naszych dzieci duże wyzwanie. Nie pozwólmy, by oznaczało też duże tarapaty.
Spójrzmy na kuchnię nowym okiem, weryfikującym jej zagrożenia i miejsca, które pilnie trzeba zabezpieczyć. Po pierwsze – wejście do pomieszczenia zabezpieczajmy za każdym razem, gdy oddalamy się od tego lokum. Specjalne drabinkowe płotki, blokowane zatrzaskami, przynajmniej przez pierwsze lata, udaremnią dziecku samodzielne wkraczanie do kuchni.
Po drugie: na kuchence postawmy specjalną kratkę, uniemożliwiającą małemu spryciarzowi zrzucenie na siebie gorących garnków, rondli czy czajnika z zagotowaną wodą. Podczas gotowania i smażenia korzystajmy z dalszych palników, a uchwyty naczyń skierujmy w stronę ściany. Powtarzanie szkrabowi, że nie wolno zbliżać się do kuchenki, ma sens, ale nie wolno też zapomnieć o wszelkich możliwych środkach ochronnych.
Wszelkie środki czystości przenieśmy do górnych szafek – dzieci lubią odkręcać kolorowe butelki, co może skończyć się dla nich tragicznie, gdy obleją się płynem do rur lub skosztują środka żrącego… Nigdy, przenigdy, nie napełniaj butelek po napojach specyfikami przeznaczonymi do dezynfekcji, do mycia, do usuwania trwałych przypaleń. Te detergenty mają zwykle soczyste barwy, które mogą skojarzyć się dziecko z ich ulubionym soczkiem.
Po czwarte: ukryjmy również wszelkie noże, widelce, tasaki, wszelkie ostre przedmioty i szklane naczynia. Tak samo postąpmy z mikserem, maszynką do mięsa, młynkiem do kawy czy z sokowirówką. Lepiej chuchać na zimne i nie zakładać, że skoro osprzęt kuchenny jest niepodłączony, nie może nikomu wyrządzić krzywdy. Pamiętajmy, że w wielu kuchennych gadżetach są ostrza i niebezpieczne krawędzie. Ranią one delikatną skórkę kilkulatka, mogą też spaść mu na głowę, gdy stoją na jakiejś niższej półce, a z góry zwisają kable i wtyczki elektryczne.
Wyposażenie kuchni to również woreczki foliowe, pozostawione luzem na blatach lub szafkach. Lepiej zbierzmy puste opakowania i schowajmy do zamykanej blokadą szuflady. Były przypadki, gdy dzieci bawiąc się, zakładały woreczki na głowę i cudem uniknęły uduszenia. Oczywiście, ta sama zasada dotyczy zapałek, zapalników, zapalniczek – w żadnym razie nie mogą być na widoku! Tak niebezpiecznymi przedmiotami można się przypalić, podpalić albo zakrztusić czy skaleczyć. Fantazja naszych brzdąców bywa nieograniczona.
Pojemniki z przyprawami ulokujcie na wyższych półkach. Kolorowe ziarenka są zapewne niebywale atrakcyjne dla niejednej pociechy, jednak obsypanie się ostrą papryczką albo włożenie soli do oczu, nie należy do wielkich przyjemności. Często wyrzucajcie śmieci – zamykajcie worek w szafie z blokadą. Wszystkie szuflady oznaczcie specjalnymi – antydziecięcymi pieczątkami. Uchroni to małe paluszki przed przytrzaśnięciem. Lodówki i zamrażarki opatrzcie urządzeniami, uniemożliwiającymi dzieciom zatrzaśnięcie się w środku. To samo dotyczy zmywarki, do której wielu urwisków chętnie wkroczyłoby w celu uskuteczniania swych kuchennych przygód.

Skomentuj ten wpis